Dość pomyśleć, że daleko, a już jest — blisko.

Na oścież się zasrebrzy księżycowy wstęp

Do bożyzny — daleczyzny, w szmer i otchłanie, —

A dołem — szumy leśne, zgiełk drozdów i ziemb, —

I na ziemię wylądują zwiewni Marsjanie.

Stopą obcą dotknięta — westchnie ziemi twardź,

I na chwilę to, co ziemskie, chętnie się zaćmi.

Po wiekach wyczekiwań i tych z niebem starć

Spokrewnimy się obłocznie z nowymi braćmi.

W ich oczach — wiary w Oddal niegasnący płom,