Lecz nie było ani świerszczy, ani szczygląt18.

Uciekały się niebiosy pod najdalszych gwiazd obronę,

Miesiąc złotym rogiem chmurę mgliście pobódł.

Trzepotały się w piachu dusze zmarłych, spragnione

Nowych zgonów i pośmiertnych w mroku swobód.

Coś złociście wyspowego w daleczyźnie alej pełga19, —

Można taką wyspę brwi skinieniem spłoszyć...

Świetlikami za chwilę północ w zieleń się wełga,

Niepokojąc gmatwaninę leśnych poszyć.

Pan Błyszczyński sprawdzał ogród, czy dość czarom jego uległ, —