W życie zagrobowe kwiatów i motyli.

Wejdź do mego ogrodu! I cóż z tego, że czary!...

I cóż z tego, że ułuda nikłej chwili!...»

Wszedł w gęstwinę, co szumiała poza życia drogowskazem.

Sami byli teraz. Oko w oko — sami.

Nic do siebie nie rzekli i, ciemniejąc, szli razem

Alejami — alejami — alejami!

Ogród śnił się... Tu i ówdzie dąb prześniony zżółkł i powiądł.

Każdy krzew sam w sobie miał zaświata wygląd.

Sporo było w gałęziach — cisz zbłąkanych i sowiąt17,