Żeby brak ich we śnie — był dla jawy ulgą.

A mój upiór śpi w jarze — na wybrzeżu zielonem23,

Gdy go znajdziesz, pusty cieniu, — zbudź i tul go!

Tam — wysoko i najwyżej — między niebem a nadrzewiem

Włóczy się srebrnawo — cisza i znikomość.

Tak o tobie nic nie wiem, tak cudownie nic nie wiem,

Że miłością jest ta moja — niewiadomość!»

Umilkł nagle pan Błyszczyński i popatrzył w dal niecałą,

Świateł i przeznaczeń było coraz więcej.

A on kochał ją w usta, kochał w stopy, w pierś białą, —