I, światłem obszerniejąc, rozprasza się po to,

By na trawę ruchliwą nawiać — nic i złoto.

Gil na dęba wierzchołku tak odlegle śpiewa,

Że czuć w śpiewie wysokość szumiącego drzewa,

A w jarach, skąd się zieleń wynurza, jak z wora,

Po wczorajszej ulewie — woda przez sen chora29

Na blady niedorozwój srebra w swej głębinie,

Mętem przeciw własnemu usrebrnieniu płynie.

Skoro Czmur dwóch Maciejów zaoczył30 z daleka, —

Czarami się najeżył — i nieludzko czeka...