Tu — Maciej i tam — Maciej! Maciej — z każdej strony!

Ten go chwyta za grdykę, a tamten — za łystę32.

Czmur nagli do ucieczki swe nogi bieżyste.

Już szkarłatną rzadź33 bytu wyplunął na jary —

I zmalał — i sprzyziemniał, jak właśnie kret szary.

Lecz — gdy w oczach mu leśna pomętniała knieja,

A Macieja odróżnić nie mógł od Macieja, —

Zaklął siebie słów mgliskiem — i tak zaczął znikać,

By ciałem do niebytu, znikając, nawykać...

Trudno stwierdzić, czy umarł, czy wpełzł na kształt gadu