Fala swe rysy i szczerby, i sznury

Przesuwa z wolna za wiatru podmuchem

Przez jego piętra z ognia i purpury...

Purpura łamie błękitów przegrody

I w nieprzejrzyste rozżarza się złoto,

Poprzerywane plam czarnych ślepotą,

Jakby tam nagła nieobecność wody

Ujęła barwom podłoża dla czaru...

Drzewa wraz z brzegiem i garścią gołębi

Odbite chwiejnie, spragnione bezmiaru