W zakątku cmentarza

Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot,

Że w obczyźnie cmentarza czują się — bezdomnie, —

A lubią noc tę spędzać popod mgłą, lub popod

Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie.

Maria z Bzówka — wygody wspomina izdebne,

Słońce — w łóżku, wiatr — w sieni — i ogród macierzyn1,

Gdzie było tyle w radość uchodzących ścieżyn,

A wszystkie takie — trafne i drzewom — potrzebne!...

Żebrak, co się zadławił na śmierć krztyną chleba, —