Kijem niegdyś wędrownym obłędnie się babrze

W nieodgadle2 błękitnym — pełnym Boga — chabrze,

By zeń dla snu wiecznego wydłubać — źdźbło nieba.

Mnich, co po to byt ziemski tłumił bez szemrania,

By pędzić żywot wieczny w sposób nienaganny, —

Kreśli palcem na próchnie list do panny Anny

Z życzeniami rychłego w kwiatach — zmartwychwstania.

Panna Anna udaje, że jest — w bezżałobie

I biorąc na kolana młodą mgłę — pieszczochę, —

Ukradkiem z pajęczyny tka zwiewną pończochę