Dzieci nasze w nas patrzą ciekawie.

Ty mi ruchem wskazujesz ramienia

Bose nogi, zwieszone na ławie.

Ból się skrzętny w twych wargach trzepocze,

Aż myśl zbawcza w tym bólu urasta:

«Wiem, co zrobię! Obetnę warkocze

I na sprzedaż poniosę do miasta!

Głód je co dzień przepala zarzewiem,

Co dzień wiotsze i wartość już tracą.

Tak mi smutno i straszno, bo nie wiem,