Dreptające kopyta z przytwierdkami błota.

Nie wiem, jak się to działo, — ale już o świcie

Wchodził z widnokręgami w obłędne współżycie...

Gdzie się zjawił — tam zawsze tkwił w snów bezokolu6,

I bezdomniał w oborze — i daleczał w polu...

Oczami, co się martwią, choć światu nie przeczą,

Patrzył we mnie, jak w oddal — w mgłę ledwo człowieczą...

Wierzył w Boga, nie wiedząc, że to — Bóg... Na miedzy

Przystawał, by ciąg dalszy snuć owej niewiedzy.

A nie bratał się z ciałem, co marło w niedoli, —