Zaloty

Nędzarz bez nóg, do wózka na żmudne rozpędy

Przytwierdzony, jak zielsko do ruchomej grzędy,

Zgroza bladych przechodniów i ulic zakała1,

Obsługując starannie brzemię swego ciała,

Kręci korbę, jak gdyby na lirze2 w czas słoty

Wygrywał swoje skoczne ku niebu turkoty —

I nad brzegiem urwistym tęczowych rynsztoków

Toczy się wraz z odbiciem zmydlonych obłoków,

Toczy się bałamutnie3 do dziewki z podwórza,