Do przystani stóp bosych — i ducha wynurza

Z łachmanów, i wyciąga paździory4 swych dłoni

Ku jej zębom śnieżystym, i tak mówi do niej:

«Kocham strzęp twojej błotem zbryzganej spódnicy,

Kocham głośny twój oddech! Na całej ulicy

Ty jedynie mym ustom bywasz tak potrzebna!

Wiem, że moja tęsknota, niby szkapa5 źrebna6,

Wlekąc mię7, wyda na świat płód nowych udręczeń.

W tym mój tryumf, że jestem niestrudzony klęczeń8

Twej krasy9! Kochajże mnie! Nuże10 do pieszczoty!