Odyseusz do Kalipso:

„Dowie się Pani, że gdym Ją opuścił i ruszył na morze na małym stateczku, uległem awarii nieopodal Pani wyspy. Ledwie mnie Leukotea zdołała uratować i przenieść na wyspę Feaków, którzy mnie odwieźli do mojej ojczyzny. Zastałem tam żonę w otoczeniu tłumu zalotników, którzy zjadali moje dobro i zabawiali się na mój koszt. Zabiłem wszystkich i wreszcie sam zostałem zabity przez Telegona, tego syna, co to go miałem z Kirke. Jestem obecnie na wyspach szczęśliwych i nie mogę sobie darować, że porzuciłem rozkoszne życie, które wiodłem przy Pani boku i że wzgardziłem ofiarowaną mi przez Panią nieśmiertelnością. Przy pierwszej okazji wymknę się stąd i pośpieszę do Pani”.

Ale Odys nie wróci na Ogigię. Czyż warto, wyrwawszy się z piekła, paść w ramiona pięknej nimfy? Odys jest ofiarą tragicznej sprawiedliwości i znałogował się już do włóczęgi. Ruszy zapewne starym szlakiem. Szerokim łukiem ominie Ogigię, odwiedzi krainę Lestrygonów i Lotofagów, uściśnie dłoń Alkinoosa i przyjaźnie pogawędzi ze starym, zdziwaczałym już i pogodzonym z rzeczywistością Polifemem. A potem...

...wiosło sążniste ująwszy w ręce — uciekać

Będzie daleko, daleko wędrując stopą strudzoną

Aż przyjdzie do ludzi takowych, których wzrok nigdy na ziemi

Morskich nie widział fal... a ręka ich soli przenigdy

Do strawy nie sypie, a oni nie znają, co spławne są statki,

Bo nigdy nie oglądali czerwono-lśniących kadłubów

Szerokożaglich naw... ni wioseł, które skrzydłami