Drugą, obok niezmienności, cechą idei, jest, jak wiadomo, ich wieczność. Wystarczy jednak prześledzić bliżej dzieje niezrównanego Karola May’a, aby się przekonać, że i ten atrybut nieobcy jest naszym bohaterom.

Wierny Halef — niewątpliwy odpowiednik Sama Wellera — nie będzie kroczył za dromaderem niosącym trumnę ze zwłokami jego pana. W przeciwieństwie bowiem do Pickwicka Old Shatterhand vel Kara ben Nemzi, bytuje poza czasem i dobrze wiedzą o tym mali, pilni czytelnicy jego dzieł. Ten niezrównany poliglota, któremu nieobce było żadne narzecze Indian (Komanczów, Szoszonów, Siuksów, Apaczów, Irokezów), przed którym filologiczne zawiłości Wschodu nie kryły żadnych tajemnic, ten nieporównany znawca historii i subtelny badacz religii porównawczej, niezawodny strzelec, wielbiony przez cow-boy’ów „Westmann”, wieki chyba musiał strawić nad zgromadzeniem zasobów swojej wiedzy i doświadczenia, nad ugruntowaniem swojej sławy, która gromkim echem brzmiała od Kurdystanu po Chiny i Kordyliery!

Widzimy go: na dromaderze, z rozwianą brodą filologa niemieckiego uniwersytetu, w vicemundurze c. i k. dostojnika, potrząsa sztućcem Henry’ego i, recytując suraty Koranu, niesie sławę swego imienia cichym ludziom dobrej woli.

*

Niezmienność... wiecznotrwałość... oto warunki szczęścia absolutnego, a więc tej wartości, której żadną, ale to żadną miarą nie możemy zrealizować w naszym czterowymiarowym świecie. Istotę jego bowiem określił już Heraklit: Panta rhei, czyli tout passe, tout casse, tout lasse.

„Wszystko przemija, a ziemia na wieki stoi” — mówił Eklezjasta. Niestety, ten ostatni punkt oparcia w świecie rzeczywistym wymknął się już nam w wieku XVI. I dlatego, znużeni podróżą do kresu nocy, wędrujemy do głębin dnia i chętnie ruszamy w osiemdziesięciodniową podróż dokoła radosnego świata fikcji razem z p. Phileasem Phoggiem.

Marzenie rozwija się poza ograniczeniami rzeczywistości, przelatuje nad piekłem i nie broczy skrzydeł w falach Acherontu.

V

1

Klasyczna definitio fit per genus proximum et differentiam specificam określa człowieka jako stworzenie rozumne. „Człowiek” jest gatunkiem rodzaju „stworzenie”, a rozum tak zw. różnicą gatunkową. Sapiens jest więc zaszczytnym epiteton ornans, który pozwala mówić o wyższości człowieka nad pokrewnymi mu tworami (hominidae), które, odłączywszy się od pierwotnych owadożernych, prowadzą już od eocenu żywot samoistny. Przymiotnik ten wskazuje na zasadniczą dwoistość istoty złożonej z „myślącej i „rozciągłej” substancji. W tym właśnie punkcie załamała się problematyka filozoficzna wieku XVII, a i dziś to samo zagadnienie naświetla się z różnych stanowisk, które usiłują odnaleźć podstawę wzajemnego stosunku dwóch odrębnych rzeczywistości: duszy i ciała.