Co raz piękni jak liście, kiedy się rozwiną,

Znowu jak liście zwiędłe padają i giną?”

5

„Mowa jest dwoistej postaci, jest prawdziwa i kłamliwa — mówi Sokrates do Hermogenesa. — Prawdziwa jej istota jest gładka i boska i zamieszkuje na wysokościach z bogami, fałszywa zaś na dole, jako kosmata i koźlokształtna (tragikon) — tam przebywa przeważna część mitów i zmyśleń w środowisku tragicznym”.

Jeżeli Lajos spłodzi syna — odpowiada wyrocznia — będzie przezeń zabity. Jeżeli Krezus przekroczy Halys — zgubi potężne królestwo. Jeżeli druhowie Odysa oszczędzą trzodę Apollina — wrócą do Itaki. Jeżeli Odys spotka wędrowca... jeżeli odprawi pokutę... Ten fatalizm warunkowy jest ośrodkiem zjawiska tragiczności; pozostawia wolność wyboru, pozwala walczyć, ale... „bogowie wiedzą wszystko” — mówi Homer.

Konieczność tragiczna pisana na niebie lotem ptaków, zamknięta w zmiennym profilu płomienia i w mętnych zarysach snów, leży ponad indywidualną wolnością człowieka. Mantyka jest afirmacją konieczności, ale język wróżb uwikłany jest w alternatywach. Wiatr bije w skrzydła jaskółek, strzępi profil wróżebnego płomienia, a „sny nie zawsze się iszczą”...

...albowiem dwojakie mamy podwoje,

Którymi wchodzić przywykły — przyśnione mdłe te widziadła,

Jedne są z kości słoniowej, a druga brama rogowa.

Jakoż te sny, co przywioną przez wrota z kości słoniowej,