— Jużci to, co cała wieś gada i własnymi oczami widziała. Były tu dzisiaj jakieś trzy pludry, objeżdżały pola...

— Chyba wam się śniło?...

— Ale!... — mówił dalej Olejarz. — Widzieliśmy ich wszyscy, jak szwargotały102...

— To może jacy przejezdni?

— Bogać tam przejezdni! Oglądały wszystko, las i rzekę, i miały ze sobą jeszcze takie patrzydła do patrzenia, co aż nas mrowie przechodziło...

Ochłonąwszy nieco ze zdziwienia, pani zamyśliła się.

— Ja nic o sprzedaży nie wiem — rzekła. — Wróci tu jednak za parę dni mąż, to z nim rozmówicie się. Szkoda jednak, żeście się tak ociągali z podpisaniem układów...

— My sami mówimy, że szkoda — odezwał się Grzyb — ale cóż, kiej z nami dziedzic nic nie gadał, nawet pary nie puścił. My dla świętej zgody, już byśmy i półczwartej103 morgi wzięli...

— I... i... nawet trzy! — wtrącił milczący dotąd Samiec, który wstydził się swoich kołtunów i krył je za słupem.

— Zatem, wielmożna dziedziczko, wstawicie się za nami do dziedzica? — spytał Olejarz.