— Ale owszem! Jak tylko wróci, rozmówię się z nim i powiem, że już chcecie podpisać układy...
— Chcemy! chcemy! — zawołali chórem, a Samiec dodał:
— Na grób to im damy ziemi, pludrzyskom, nawet darmo... Ale po co ony mają tu, między nas, włazić... ze swoim szwabskim gospodarstwem!...
Delegaci znowu ukłonili się i ucałowali ręce pani. Po drodze powtórnie wstąpili do Gajdy, i tym razem Samiec pierwszy zabrał głos, mówiąc:
— Widzi mi się, moi ludzie, że dziedzic coś kręci, kiej nawet żonie nie powiedział nic o tym, że grunta sprzedaje. A to przecie jej wiano i jak najstarsi ludzie mogą zapamiętać, nie jego, ale onej ojcowie tu siedzieli...
— Na złe idzie! — mruknął Olejarz.
— Jużci, że tak — ciągnął Samiec. — Jeżeli on rodzonej żonie nic nie gada, tylo ze Szwabami rajcuje, to już źle. Szwabska go okpią104 i choćby chciał się zrzucić ze sprzedaży, to mu nie dadzą.
— Cholera!... — zaklął Gajda.
— Ażebyśwa105 tak sami do niego pojechali? — spytał Grzyb.
— Na nic! — przerwał popędliwie Gajda. — Już on jak se postanowił sprzedać, to sprzeda, a nie sprzedałby ino wtedy, żeby same Niemcy kupić nie chciały. Ja go znam! On mnie przecie dwanaście lat do roboty nie wołał, choć nieraz i jak było pilno!...