— Ale dlaczego mama do nas nie pisała?...

— Bo widzisz, nie miała czasu. A zresztą wiedziała, że ja u was będę....

— Ale z Warszawy mama napisze?...

— O, niezawodnie, ale nie zaraz, moje dziecko. Bo widzisz, przy waszej babce to trzeba zawsze... trzeba ciągle kręcić się koło niej. Przy tym — kuracja... Rozumiesz, moje dziecko?...

Przybiegł Józio, obejrzał ciotkę ostrożnie, jakby trzymając się zasad ojca, że z ubogimi krewnymi trzeba być z daleka. Dopiero gdy dostał rogal i usłyszał, że niedługo opuści folwark, ożywił się nieco i pocałował ciotkę w rękę, ale bez nadmiaru czułości.

Anielka także zdawała się być zdrowsza i weselsza. Ubrała się nawet i przeszła parę razy po izbie, wypytując o szczegóły dotyczące matki. Ciotka na wszystko odpowiadała w sposób zadawalający.

Tak upłynęło im kilka godzin. Wreszcie i furka zatoczyła się przed dom.

— Ciotka odjeżdża?... — krzyknęła Anielka.

— Dziecino moja, muszę. Dziś chcę koniecznie stanąć u kanonika i prosić go, aby mi pozwolił wziąć was do siebie. Nie wiem, czy mi się to od razu uda, ale najwyżej za parę dni przyjadę was zabrać.

Anielka położyła się na tapczanie i cicho odparła z płaczem: