Na chwilę otworzyła oczy, ale wnet przymknęła, bo ją raził blask tak silny, że powieki nie stanowiły dostatecznej ochrony od niego. Oparła twarz na rękach i zacisnęła oczy końcami bladych palców.
— Czego ty chcesz, Anielciu? — odezwał się Józio.
Czy nie mogła poznać głosu brata, czy nie obchodziło ją pytanie, dość — że milczała.
Józio targnął ją za rękę.
— Co tobie jest? — pytał. — Co ty mówisz?
— Która godzina? — odparła Anielka, nie odsłaniając twarzy.
A potem mówiła jakby do siebie:
— Czy panna Walentyna... Czy panna...
— No, Anielciu — wołał Józio. — Co ty robisz?... Nie figluj tak... Ty przecie wiesz, że ja się boję...
Anielka upadła na poduszkę, odwracając się od niego.