— Dlaczego on nie jedzie, kiedy ja mu każę?...

Nagle stanął i zmieszał się — zobaczywszy osobę nieznaną. Na pani jednak hardy chłopiec, który pomimo nędzy dziwił się, że nie spełniają jego rozkazów, zrobił wrażenie przyjemne.

„Istny ojciec!” — pomyślała dama i zbliżywszy się, czule całowała dziecko.

— Gdzie mama?... — spytał onieśmielony Józio.

— Mamy nie ma.

— Czy i tatki nie ma?

— Nie ma, ale wkrótce zobaczysz się z nim.

— A pani?

— Ja?... — odparła dama z uśmiechem i zakłopotaniem. — Ja jestem wasza... krewna.

I znowu ucałowała go.