— Co tobie, moje dziecko? — zapytała dama.
— Boję się... Ja spadnę tam! — mówiła, wskazując ręką na sklepienie niebieskie. — O, trzymajcie mnie!
Pani kazała podnieść budę nad powozem, i to uspokoiło nieco Anielkę. Lecz zaledwie przejechali paręset kroków, dziewczynka zaczęła płakać i prosić:
— O, zostawcie mnie tutaj!... Połóżcie mnie na polu, niech ja już umrę... Tak wszystko we mnie drży... tak się strasznie huśtam... Nie wiem, co mi jest, nie wiem, gdzie mnie wieziecie... Przecie ja nikomu nic złego nie zrobiłam... za cóż mnie tak męczą?... O, mamo!... mamo!....
Do dworu było już niedaleko. Zawołano ludzi i przeniesiono Anielkę na rękach. Józio i karbowa płakali, dama była bardzo niespokojna.
Rozdział siedemnasty. Pod troskliwą opieką
W obszernym pokoju na fotelu skórą obitym siedzi pan Dragonowicz, powiatowy lekarz, a obok na taborecie pani Wichrzycka, poufna tej damy, która zabrała do siebie Anielkę i Józia.
Doktor Dragonowicz jest niski, dobrze zakonserwowany i dokładnie ogolony staruszek, w długim, szaraczkowym surducie.
Pani Wichrzycka jest osobą pobożnie szczupłą, nosi suknię czarną, włosy gładko uczesane i watę w uszach.
Rozmawiają półgłosem.