Oj! na zielonym kuble
Skikają se wróble...
Dociągnął do obory i zwalił się na kupę słomy. — „Jakie tu spanie chrześcijańskie...”
We śnie zdawało mu się, że go ktoś targa za ramię.
— Kuba! Kuba!... ocknijże się...
— Byś ksy! ksy!... — odmruknął machinalnie Zając.
— A tożeś ty pijany, bestyjo... Kuba!...
— Daj mi spokój!... Nie widzisz, co robię? — odparł i przewrócił się twarzą do słomy, wywijając nogami.
Obudzić go nie było możności. Spał aż do wschodu słońca.
W pałacu wieczorem lekarze jeszcze raz zbadali chorą i w bocznym pokoju złożyli drugie konsylium.