— Więc pan dobrodziej ciągle twierdzisz, że tu nie ma zapalenia płuc? — zaczął Dragonowicz z protekcjonalnym uśmiechem.
— I twierdzę, i jestem przekonany, żeś się kolega uprzedził — odparł szatyn ozięble.
Miara już się przepełniła. Dragonowicz założył nogę na nogę, dłonie splótł i topiąc królewskie spojrzenie w obliczu młodzika zapytał:
— Przepraszam... ile też pan dobrodziej liczy sobie lat?
Młody szatyn powstał.
— Kochany kolego! — rzekł — mam tyle lat, ile potrzeba do stu obserwacji zapalenia płuc...
Zerwał się i Dragonowicz.
— Mało mnie pańskie obserwacje obchodzą!— krzyknął, wstrząsając ręką. — A gdzie pan uniwersytet kończył?...
Szatyn włożył ręce w kieszeń.
— Nie w Pacanowie, szanowny kolego!...