Czerwoną twarz starego doktora oblał piękny karmazyn.

— Ja także nie w Pacanowie! — wykrzyknął. — Ale ponieważ pan liczysz sobie tyle lat życia, ile ja praktyki i ponieważ nie na jednej ławie nas... tego...

Tu wykonał ręką kilka zamaszystych ruchów z góry na dół.

— Więc upraszam pana dobrodzieja, abyś mnie tytułem kolegi nie honorował...

Skończywszy, Dragonowicz zostawił osłupiałego doktora na środku pokoju, a sam wyszedł, aby ochłonąć.

Szatyn nie spał całą noc, ale natomiast dużo myślał o tym:

Czy postępowanie kolegi Dragonowicza zasługuje na upomnienie ustne czy listowne, czy też na wniesienie skargi do najbliższego towarzystwa lekarskiego?

Czy raczej brutalne postępowanie kolegi Dragonowicza nie wymaga satysfakcji z bronią w ręku? A w takim razie:

Czy w okolicy znajdzie się dostateczna liczba sekundantów?

Na drugi dzień obaj przeciwnicy byli bladzi i jedli śniadanie bez apetytu. Każdy znajdował się pod wpływem bardzo energicznych i niezależnie powziętych postanowień, które streszczały się w tym, że żaden nie miał z drugim rozmawiać, jak najrzadziej na przeciwnika spoglądać — i jak najspieszniej koni zażądać.