— Ja myślę, bez urazy jaśnie pana, że prędzej w pańskiej sadzawce zdybalibyśmy jesiotra aniżeli jedną sturublówkę w okolicy. Myśmy tu tak wszystkie wyłapali, że ten, co by chciał dać, to ich nie ma — a kto je ma, to nie da.

— Jak to, więc już nie mam kredytu między ludźmi?

— Z przeproszeniem, ja tego nie powiedziałem. My kredyt mamy zawsze, tylko nie mamy ewikcji46 i dlatego nikt nam nie pożyczy.

— Cóż, u licha! — mówił pan jakby do siebie — przecie wszyscy wiedzą, że lada dzień sprzedam las i wezmę pozostałe dziesięć tysięcy rubli...

— Wszyscy wiedzą, że jaśnie pan już wziął trzy tysiące rubli, i jeszcze wiedzą, że z chłopami targ o zniesienie serwitutów idzie kiepsko.

— Ale się lada dzień skończy.

— Bóg wie!

Dziedzic zaniepokoił się.

— Czy słyszałeś co nowego?

— Słyszałem, że chłopi chcą już po cztery morgi na osadę...