Pan aż skoczył na fotelu.
— Ich ktoś buntuje! — zawołał.
— Może być.
— Pewnie Gajda?
— Może Gajda, a może i kto mądrzejszy od Gajdy.
Dziedzic dyszał jak lew podrażniony.
— Ha, mniejsza — mówił. — Ależ w takim razie sprzedam majątek i wezmę sto tysięcy rubli gotówką.
— Długów jest więcej — wtrącił Żyd — i te muszą być zaraz spłacone.
— Więc odwołam się do pomocy ciotki i u niej zaciągnę pożyczkę...
— Jaśnie prezesowa już nic nie da... Ona kapitałów nie ruszy, a procenta sama woli tracić.