— To po jej śmierci...

— Aj!... jaka ona zdrowa, to strach! Jeszcze sobie niedawno nowe zęby w Paryżu zakupiła...

— Ale kiedyś umrze...

— A jak, z przeproszeniem, nic jaśnie panu nie zapisze?...

Dziedzic zaczął z gorączkowym pośpiechem chodzić po pokoju. Żyd podniósł się z krzesła.

— Poradźże mi! — zawołał, stając nagle przed pachciarzem.

— Ja wiem, że jaśnie pan nie zginie, choćby i ten Niemiec dobra kupił. Jaśnie pan będzie zawsze żył między jaśnie państwem, a jak — (tu Szmul zniżył głos) — z przeproszeniem, jaśnie pani kiedy... tego... to jaśnie pan ożeni się.

— Głupiś, Szmulku — rzekł dziedzic.

— To jest prawda, ale pani Weiss ma dwa miliony gotówką. A co sreber, kosztowności...

Dziedzic schwycił go za ramię.