— Wiem!... przez karty i zabawy.
— Nie bądźże złośliwa, tym bardziej że nieoceniony Władek oddał mi wielką przysługę w pewnym interesie. I gdybym znalazł pieniądze...
— Znowu interes i pieniądze!...
— A, doprawdy, że nie poznaję cię, Meciu! — zawołał zgorszony mąż. — Wiesz, że sam nie lubię rozprawiać o drobiazgach, a tym bardziej ciebie nimi nudzić, ale obecnie chodzi o kwestię serwitutów, o nasz majątek, stanowisko, przyszłość dzieci. Wszystko to nie może przecie rozbić się o jakieś kilkaset rubli...
— Więc znowu zabrakło ci pieniędzy? — spytała zdziwiona pani.
— Naturalnie, i tym razem postanowiłem ciebie prosić o pomoc...
Pani zasłoniła oczy chustką i zapytała żałośnie:
— Mnie?... a cóż ja ci pomogę?... Cały mój posag stracony, połowa klejnotów w zastawie, ja nie mam za co pojechać do Chałubińskiego, który, czuję to, powróciłby mi zdrowie. A nie wspominam już o nieszczęśliwym Józiu, o tym, że służba niezapłacona, że wiele bierze się na kredyt... Oh, malheureuse que je suis!51 łez mi już wkrótce zabraknie...
— Meciu! zaklinam cię, uspokój się — błagał ją mąż. — Ty nie chcesz pojąć, że wszystkie majętności, cały ogół przechodzi epokę krytyczną, która dla nas specjalnie skończy się za dni kilka. Gdy ureguluję serwituty, natychmiast wezmę dziesięć tysięcy rubli i włożę w meliorację dóbr. Urodzaje wówczas poprawią się, długi spłacimy, a tymczasem sprzedamy drugą część lasu i wyjedziemy za granicę. Tam odżyjesz, będziesz znowu bawić się i błyszczeć jak niegdyś...
— Vain espoir!52 — szepnęła pani. — Zawsze mi to powtarzasz, ile razy chodzi o mój podpis...