— Każ mi zrobić mały kawałek befsztyku po angielsku...
— Nie ma mięsa, jaśnie panie!
— Jak to? Już w czerwcu nie można mięsa dostać?...
— Dostać można, ale jaśnie pani nie posyłała do miasta...
Matka i Anielka mocno zarumieniły się. Obie wiedziały, że nie posłano po mięso przez oszczędność.
— Każ mi więc ugotować parę jaj na miękko — rzekł pan, topiąc w nauczycielce melancholijne spojrzenie.
Panna Walentyna uznała za stosowne odezwać się:
— Jaj zapewne nie ma, ponieważ były dziś na obiad, a oprócz tego ja pijam co dzień surowe.
— Widzę, Meciu — mówił pan — że twoja Kiwalska bardzo zaniedbuje się w gospodarstwie.
— Stosuje się do wyznaczonych jej funduszów — wtrąciła się nauczycielka, biorąc w obronę znienawidzoną klucznicę dla dokuczenia panu.