Słowa jej ubodły dziedzica.
— Czy jesteś, Meciu, tak słaba, że pannę Walentynę obarczasz obowiązkami kasjerki?... — spytał.
— Mais non!...58 — szepnęła zmieszana pani.
W duszy starej panny zbudziła się jędza.
— Nie byłoby w tym nic złego — wtrąciła z uśmiechem. — Szmul jest kasjerem pana, ja więc mogłabym ten urząd pełnić przy pani.
— Zapewne — odparł dziedzic lekko marszcząc brwi — choć nie sądzę, aby mogło się to dziać bez uszczerbku dla Anielci.
Anielce o mało że łyżeczka z rąk nie wypadła.
— Ot i dziś — mówił dalej — znalazłem ją na publicznej drodze.
— Anielkę?... — spytała razem matka i guwernantka.
— Tak, ją. Na szczęście nie samą. Towarzyszyła jej córka tego zbója, Gajdy, i — prosię...