— Także będą w mieście, gdzie apteka niedaleko. A jak, czego Boże broń, ona odejdzie, to dziedzic ożeni się z taką bogatą, że za jeden jej pierścionek wieś by kupił — mówił Jędrzej.
— Może i tak!
— A ino!
— No, a jakże z nami będzie, co nam nie popłacił?
— Z wami?... Jeszcze by on was swoją nędzą karmił i poił przez cały rok. Jak sprzeda folwark, to wam zapłaci.
— Zawdy my tu niedługo chyba popasiemy?...
— To inna rzecz, a tamto inna rzecz. Kto chce iść, niech idzie gdzie mu lepiej, a ja przy dziedzicu zostanę.
To rzekłszy, Jędrzej wyprostował się leniwie i powlókł do stajni, nie patrząc nawet na radzących.
Parobcy spojrzeli po sobie.
— Szczeka czy gada prawdę? — spytał jeden.