Gdy ciotka wyszła, pani rzekła do męża:
— Czy nie zbyt cierpko, Jasiu, przyjęliśmy Andzię? To uczciwa kobieta...
Pan machnął ręką.
— A cóż mnie obchodzi jej uczciwość!... Ubodzy krewni, moja droga, są zawsze plagą w domu, a tym bardziej ta, która nas ciągle kompromituje...
— Czym?
— Wyborna jesteś!... Czy nie ona chciała zostać gospodynią dziekana? Czy nie ona, nie mając grosza, wynajęła sobie Gajdę, którego ja muszę teraz opłacać?... Czy sądzisz, że już cała wieś nie wie o tym, że ona jest naszą krewną, czym zapewne przed wszystkimi się chwaliła?
— A cóż nam to szkodzi?...
— Naturalnie, że szkodzi, i bardzo — mówił z uniesieniem. — Jej przyjazd może o naszym losie zdecydować. Gdyby tu przyjechała ciotka prezesowa, wuj jenerał albo mój brat cioteczny Alfons, karetami, elegancko, chłopi mówiliby: „Oto pan z panów, nie targujmy się z nim o serwituty, bo źle na tym wyjdziemy”. Lecz jeżeli ją zobaczą, obdartą, w gnojownicach, to cóż powiedzą? „On taki sam jak i my, targujmy się więc, a ustąpi...”
— Egzagerujesz68, Jasiu! — reflektowała69 go żona.
— Wcale nie! — zawołał niecierpliwie — i przekonasz się, że wizyta tej awanturnicy może nas dużo kosztować.. Także wybrała sobie porę. Ubodzy krewni mojej żony odwiedzają mnie i nie płacą za furmanki w tej właśnie chwili, kiedy powinienem stać wobec chłopów jak rycerz: sans peur et sans reproche70... Fatalność!