— Nudzisz mnie, dziecko. Mój dom nie jest szpitalem, ażeby w nim osiadali ubodzy z całego świata.
Zmarszczył brwi, jakby usiłując przypomnieć sobie wątek przerwanych marzeń, a trafiwszy widać nań, skierował oczy ku sufitowi i palił cygaro, głęboko zamyślony.
— Mnie się zdaje — rzekła po upływie kilku minut Anielka — że ciocia musi być bardzo biedna...
Ojciec ruszył ramionami.
— Bieda nie upoważnia nikogo do napastowania innych — odparł sucho. — Niech pracuje...
Nagle zerwał się, jakby przebudzony. Siadł na kozetce, potarł czoło i bystro spojrzał córce w oczy.
I ona patrzyła na ojca wzrokiem osoby dojrzałej, jak gdyby miała zamiar spytać go o wyjaśnienie ważnej kwestii.
— Czego znowu chcesz? — spytał ją.
— Mieliśmy list pisać do babci...
Ojciec niechętnie ruszył ręką.