— Gdzież państwo? — spytała. — Chciałabym się z nimi widzieć i podziękować za łaskę...

— Jaśnie pan śpi, a jaśnie pani chora — odparł służący.

Uboga krewna głęboko uczuła tę nową zniewagę. Usta jej zadrgały...

— Ślicznie panią przyjmuje familia — odezwała się Walentyna.

— I... i... i... ja się o to nie gniewam! Oni panowie, ja szwaczka... Sami są teraz zgryzieni w interesach, to i nie mają ani czasu, ani sposobu, ani nawet głowy radzić innym...

Ucałowała ceglastą pannę Walentynę i wymknęła się na dziedziniec przez boczne drzwi, idąc ku swej furmance.

Wtem zza węgła domu wybiegła naprzeciw niej Anielka. Schwyciła ją za ręce i serdecznie ucałowała, szepcząc:

— Ja zawsze będę ciocię kochać!...

Ciotka, nieprzygotowana na taką niespodziankę, zalała się łzami.

— Niech cię Bóg błogosławi, poczciwe dziecko! — rzekła. — Tyś prawdziwy aniołek...