W zgromadzeniu tym syberynowe73 palto rządcy ani burka ekonoma nie robiły żadnego wrażenia. O dworze mówiono mało, więcej o wójcie, sołtysach albo o sobie samych. Można było przecie widzieć jeszcze kumów całujących się ze łzami, które im wycisnęła fałszowana wódka — gospodarza, który wziąwszy się pod bok, wyśpiewywał przed kumą:

Kaśka za piec, Maciek za nią...

a nade wszystko i najczęściej — usłyszeć:

— Kumie, do was!...

— Pijta z Bogiem!

Z izby do sieni buchał mocny zapach tytoniu, potu i wódki, razem z nim kurz i hałas, przypominający brzęk pszczół w ulu, nad który od czasu do czasu wzbijał się okrzyk gromadzkiego pijaka, leżącego na oplutej podłodze między ławą i szynkwasem:

— Oj, da! da!...

Widząc takie poniżenie natury ludzkiej, jedna z siedzących pod piecem kobiet w chustce na głowie odezwała się do kobiety ubranej z miejska:

— Świnią trza być, ale nie chłopem, żeby się zaś tak tarzać...

— Abo to raz człowiekowi przyjdzie leżeć na podłodze!... — wtrącił wieśniak z czerwonym nosem, ubrany w siwą kapotę.