— A to skąd? — zapytano.
— A dałem mu w zastaw za rubla, i on se teraz w nich chodzi!...
— To ci kutwa!...
— Bierze prowizję i jeszcze w cudzych butach chce mu się paradować!...
Skonfundowany81 Wojciech zlazł z ławy i wygrażając pięścią, wyszedł z izby.
Wystąpił Gajda, chłop ogromny, który wszystkich o głowę przerastał.
— Ja wam mówię: czekajta! — rzekł, uderzając w stół pięścią. — Wiemy, jak było z tym, żeśmy mieli prawo do lasu, ale nie wiemy, jak będzie, kiedy każdy dostanie parę mórg i już na pańskie nosa nie wścibi...
— Będziemy go wścibiali, choć podpiszemy — mówił stronnik układów — ale jak tu nastanie Niemiec ze swoją służbą, jak zaczną tabelę czytać, pilnować, każą tą drogą jeździć, a tamtą nie, to nam się wszystkim urwie...
— Damy sobie i z nim radę! — odparł Gajda.
— Oj, nie dacie, nie! — odezwał się chłop z innej wsi. — Mamy Niemca pod bokiem, co jak wziął grzebać się w papierach i omentrów82 zwozić, tośwa połowę bydła sprzedać musieli. A kiej Szymona, tego Mazurka, spotkał jego gajowy, też Niemiec, w lesie i pospierały się z sobą, to ci wziął i strzelił ci w chłopa jak w zająca, aż z niego później cały kwartał śrut wyłaził.