Pan Jan, odebrawszy kartkę Szmula z napisem: „Chcą pięć morgów...” — natychmiast zrozumiał, o co chodzi, i uczuł, że stoi nad jamą, o której parę dni temu nie chciał myśleć. Gorąco go oblało, na mgnienie oka dech w nim zaparło, ale wnet przekonał się ze zdziwieniem, że utrata wszelkich złudzeń nie jest nieszczęściem największym.
Tylko marzenia jego skręciły nagle w inną stronę, na jakiś trakt mniej wprawdzie wyraźny, ale długi, obszerny i wygodny.
Przede wszystkim uczuł on do Szmula coś jakby żal za złą wiadomość, ale zarazem przekonał się, że Żyd jest mu zawsze wierny. Potem pomyślał o swej służbie i postanowił, że ją spłaci resztką pieniędzy, jaka mu pozostać ma ze sprzedaży majątku. Krzywdzenie służby nigdy nie leżało w jego usposobieniu ani rachunkach.
Przypomniał sobie Anielkę i pominął ją.
Potem żonę i Józia... Nie chciał myśleć o ich chwilowym położeniu. Nie wątpił jednak, że nie zginą i że pomoże im ciotka prezesowa. Byle tylko wróciła...
Przyszedł mu na myśl dom, świeżo wewnątrz wyrestaurowany, w którym tak hucznie gości niegdyś przyjmował... lasy, w których polował... cały obszar ziemi, który nadawał mu tytuł dziedzica... upadek stanowiska między ludźmi... Zresztą, dobra te były posagiem żony i majątkiem dzieci!...
„Ciotka, ciotka wyratuje nas... Ona wszystko odrobi... A i chłopom trzeba dać nowego dziedzica, tym głupim, chciwym, przewrotnym, niemającym poczucia sprawiedliwości. Niech poznają, kogo stracili i co zrobili swym uporem!”
Chęć zemsty i nadzieja na ciotkę były uczuciami o tyle silnymi, że zdołały odciągnąć uwagę pana od myśli o stracie majątku i położeniu rodziny.
Pozostała jednak Anielka, to dziecko tak dobre i dojrzałe. Co ona zrobi bez majątku, bez nauki? co sobie pomyśli o ojcu?... Ona tak lubiła ogród, swój pokój... Tak wierzyła...
Zdawało mu się, że w Anielce skupiona jest świadomość całej rodziny o złu, jakie jej wyrządził... Ona wszystko odczuje, wszystko zrozumie i wypowie w sposób jej tylko właściwy: jednym spojrzeniem, rumieńcem, pytaniem!...