Chłop milczał.

— No, powiedzże, zmiłowałbyś się i opuściłbyś?...

— Ja tam nie chcę nic, ino żeby tak było, jak jest.

— Więc tobie lepiej z tym, jak jest?

— Jużci lepiej. Niewiele nam z tego przychodzi, ale zawdy i opału trochę jest, i bydlę przeżyje latem. No, a przecie nic się z tego nikomu nie płaci, a ze swego, co im by więcej było, tym więcej szłoby pieniędzy do gminy.

— Widzisz, jak ty dobrze rozumiesz swoje interesa! Pozwól mi więc, abym i ja swoje rozumiał, i daj dla fornala trzy ruble, jeżeli ci koni potrzeba.

— To już takie pańskie ostatnie słowo? — pytał Gajda.

— Ostatnie. Kto wie, czy od dziś za rok nie będzie tu gospodarował jaki Niemiec, który was za szkody sfantuje85 do ostatniej koszuli.

Gajda sięgnął za pazuchę i drżącymi rękoma wydobył skórzany woreczek.

— Ha! niech se tam będzie i Niemiec. Już mnie i jaśnie dziedzic do ostatniej koszuli rozebrał... Ma pan! — dodał, kładąc trzy ruble na ławce. — Przynajmniej za to mojej dziewusze kości porachuję, żeby pamiętała...