— No dobrze, ale tymczasem zostawiasz mnie samą. Trzeba by ugodzić jaką pannę służącą, osobę starszą i uczciwą... O guwernantce dla Anielki nie wspominam nawet, gdyż zapewne przywieziesz ją...
— Dobrze, dobrze! — mówił pan, kręcąc się niespokojnie.
— Malheureuse que je suis!...93 Nie pojmuję, jakie interesa tak często wyganiają cię z domu, i jeszcze w tej chwili?... Już mi łez nie staje... Przywieźże mi dla Józia pudełko pigułek, a dla mnie ekstraktu słodowego... Rada bym też dowiedzieć się, czy mam liczyć co na Chałubińskiego, który, czuję to...
— Do widzenia, Meciu! — przerwał mąż. — Przede wszystkim muszę załatwić najpilniejsze interesy, a później — pogadamy o wyjeździe do Warszawy.
Wyszedł do swego gabinetu, zamknął drzwi na klucz i począł z biurka wydobywać różne papiery. Był tak zdenerwowany, że lękał się najmniejszego hałasu.
Mówił sobie wprawdzie, że jeszcze wróci do domu, ale inny głos, cichszy i głębiej ukryty aniżeli sama myśl, szeptał mu, że wyjeżdża stąd na zawsze. Tłumaczył sobie, że wywołują go interesy, ale ucho wewnętrzne twierdziło, iż ucieka przed piorunem, który ściągnął na głowę rodziny. Pocieszał się, że oszczędzi żonie przykrości, nie mówiąc jej o natychmiastowej sprzedaży majątku, lecz sumienie ostrzegało, że ją zwodzi.
Szmul wiedział na pewno, cała służba domyślała się, włościanie przewidywali, że pan Jan musi pozbyć się majątku. Sama tylko żona, której dobra te były własnością, nawet nie przeczuwała katastrofy. Był to rezultat nieograniczonej plenipotencji, jaką dała mu w dzień ślubu. Kobiecie jej stanowiska, wieku i piękności nie wypadało zajmować się interesami, nawet znać się na nich! A cóż dopiero podejrzewać męża o to, że kiedyś strwoni wszystko...
Jaki to dziwny musiał być grunt, na którym ziarno nieograniczonej ufności zrodziło nędzę.
Pan Jan, mimo wszelkich towarzyskich zalet, modnych ubiorów, elegancji, łatwości w prowadzeniu rozmowy, dowcipu, taktu i tysiąca innych przymiotów był jak dziecko. Igrał z ogniem, nie myśląc o niebezpieczeństwie, a gdy podpalił dom — uciekał.
Uciekał nie dlatego, aby opuścić dzieci, żonę wepchnąć w rozpacz, a wszystkich zostawić bez chleba, ale — aby uniknąć przykrego dla siebie położenia. Pocieszać i uspokajać rodzinę, wytrzymywać spojrzenia służby, towarzyszyć nowonabywcy przy obejmowaniu majątku, a wszystko w roli bankruta, były to rzeczy budzące w nim niesmak.