— Jak się ta litera nazywa? — pytał nauczyciel.
— A! — odparł chłopiec.
— A ta druga?
Antek milczał.
— Ta druga nazywa się be. Powtórz, ośle!
Antek znowu milczał.
— Powtórz, ośle, be!
— Albo ja głupi! — mruknął chłopiec, dobrze pamiętając, że w szkole beczeć nie wolno.
— Co, hultaju jakiś, jesteś hardy? Na rozgrzewkę go!...
I znowu ci sami co pierwej koledzy pochwycili go, położyli, a nauczyciel udzielił mu taką samą liczbę prętów, ale już z upomnieniem: