— Nie kląłbyś pan — odparł telegrafista.

— Pięknie zaczynamy Nowy Rok. Psy nie miałyby nam czego zazdrościć — dodał drugi konduktor, z rudym zarostem.

— Nie narzekałbyś — wtrącił telegrafista.

— Nie narzekać... A pamiętasz, gdzieśmy byli o tej porze dziesięć lat temu?... W Resursie Obywatelskiej... Szampanem witaliśmy Nowy Rok! — mówił rudy.

— A teraz powitamy go „oczyszczoną” — przerwał nadkonduktor, i zwracając się z pełnym kieliszkiem do konduktora bruneta, dodał, pijąc: — W ręce twoje, Józefie. My także moglibyśmy powiedzieć o tym, co bywało przed dziesięciu laty.

— Bah — westchnął brunet.

— Było nas wtedy u ciebie z ośmdziesiąt osób. Piliśmy wprawdzie tylko węgrzyna, ale jakiego... A ja miałem jeszcze moją czwórkę kasztanków. Podłe czasy... Kto by dziś uwierzył, że tak było?...

— Tylko nie narzekajcie — upominał ich telegrafista, podając pełny kieliszek rudemu.

— A cóż, może mamy sobie winszować? — spytał rudy i wypił.

— Rozumie się — rzekł nadkonduktor pięknym basem. — Było dobrze, jest źle, będzie gorzej; daj Panie Boże wytrzymać na rok przyszły.