— Ja tam — odparł rudy — gdybym był Panem Bogiem, nie zabierałbym ludziom majątków, a przynajmniej, kiedy już zostali konduktorami, nie zsyłałbym na nich takiej śnieżycy. Kiepskie są rządy świata...
Mizerny telegrafista zatrząsł się na te słowa.
— Już, mój kochany — zawołał — tylko przy mnie nie bluźnij...
— Cóż to za bluźnierstwo mówić, że kiepski świat? — spytał rudy.
— Bluźnierstwo, bo ten świat, jaki jest, jest najlepszy, i niech nas Bóg zachowa od poprawek — odparł telegrafista, dotykając dwoma palcami czapki.
— Bajesz, panie Ignacy — wtrącił nadkonduktor. — Poprawki nigdy nie zawadzą. I teraz ty sam wolałbyś chyba leżeć w ciepłym łóżku, aniżeli tłuc się po nocy, nie mając jeszcze pewności, że nas śnieg nie zatrzyma w drodze.
— Ma rację — mruknął szpakowaty brunet.
— Uhum. Mówiłem i ja tak, dopóki oduczyła mnie bluźnić historia Gębarzewskiego — odparł telegrafista.
— Tego, co był u nas w ekspedycji? — spytał rudy.
— Tego bzika? — dodał nadkonduktor.