— Ależ... — zaprotestowała Madzia.
— Moja droga... proszę cię o to!... — szepnęła panna Solska biorąc ją za rękę.
Pani Korkowiczowa osłupiała.
— Jak to?... Jeżeli rozumiem... — rzekła.
— Tak jest — odparł Solski — o to właśnie prosimy panią...
— Nie wiem, czy panna Magdalena, którą wszyscy tak kochamy...
— Właśnie wiedząc o uczuciach państwa i pojmując wielkość ofiary, jakiej żądamy od pani, przyszliśmy tu z siostrą...
— Ależ ja nie mogę... — wtrąciła Madzia.
Panna Solska ścisnęła ją za rękę.
— Czy zatem pani raczy uwzględnić naszą prośbę? — nalegał Solski w taki sposób, że aż siostra zgromiła go spojrzeniem.