— Jesteś zadowolony? — spytała Ada.
— Jestem. To, zdaje mi się, gracz!... Wolę go mieć za sobą niż przeciw sobie... To jest — za sobą nierad bym go mieć; raczej obok siebie... W każdym razie rekomendacja panny Magdaleny jest bardzo szczęśliwa. I jeżeli pani ma jeszcze kogo do zalecenia mi, a nawet kilku czy kilkunastu, będę wdzięcznym.
— Nie... Pan już coś musiał słyszeć... Jestem pewna, że pan słyszał!...
— O kim? — spytał ciekawie.
— O panu Fajkowskim...
— Fajkowski?... Pyszne nazwisko. Czy ma skład tytoniu?...
— Ale gdzież tam, to aptekarz... prowizor apteczny...
— Niechże nam pani opowie o Fajkowskim, który tak chybił powołania — nalegał Solski.
— Ach, to cała historia — mówiła Madzia. — Pana Fajkowskiego poznałam w Iksinowie, gdzie był w aptece. To jest, poznałam o tyle, że on kłaniał mi się, a ja jemu... Kłaniałam się, bo był dobry dla tej biednej Stelli, kiedy do nas przyjechała z koncertem, pamiętasz Ada?... (Ach, Boże, co się z nią dzieje... Pewnie biedaczka umarła...).
— Nowa historia — wtrącił Solski. — Ale cóż z tym panem Fajkowskim?