— Nie awanturujże się!... — szepnął do niego pan Kazimierz.
— A... bo panna Helena tak się przypiła do tego Solskiego...
— Przepraszam panią — rzekł do Madzi pan Kazimierz wstając.
Wziął pod rękę Korkowicza, chwilę rozmawiał z ożywieniem, a następnie wyprowadził go do dalszych pokojów.
„Może będzie pojedynek!...” — pomyślała Madzia i serce jej zaczęło bić niespokojnie.
Lecz w tej chwili zrobił się ruch między gośćmi, a do Madzi zbliżyła się Ada z Dębickim.
— Siądźmy razem — rzekła — będzie doświadczenie spirytystyczne. — O czymżeście tak gorąco rozmawiali z panem Norskim?
— Ach, nieszczęśliwy on — szybko odparła Madzia. — Wyobraź sobie, przez cały czas tłomaczył mi, że nie ma duszy...
Panna Solska przygryzła usta.
— Tyle już razy wykładał to rozmaitym pannom — odpowiedziała — że mógłby wymyślić coś nowszego.