W przedpokoju rozległ się potężny bas:

— Mówiłem ci, błaźnie, ażebyś mi się nie stroił jak małpa...

— Jaśnie pani kazała... — odparł inny głos.

Drzwi otworzyły się i do salonu wszedł w kapeluszu na głowie mężczyzna z dużą brodą.

— Cóż to dziś za maskarada?... — wołał pan w kapeluszu. — Z jakiego, u diabła...

Umilkł i zdjął kapelusz spostrzegłszy Madzię.

— Mój mąż... — rzekła prędko gospodyni. — Panna Brzeska...

Pan Korkowicz chwilę przypatrywał się Madzi, a na jego dobrej twarzy odmalowało się zdziwienie.

— A... — odezwał się przeciągle.

— Najserdeczniejsza przyjaciółka państwa Solskich.