— Słowo honoru! — prawił Miętlewicz. — Pan Zdzisław ma doskonałą posadę pod Moskwą: dziesięć tysięcy rubli rocznie... Był trochę niezdrów, ale to już minęło...
— Wiem, pisał do mnie. A jakże panu idą interesa?
— Wcale nieźle. Jestem narzeczonym panny Eufemii...
— Eufemii?... — powtórzyła Madzia.
— Tak. Nawet przyjechaliśmy tu we troje: pani sędzina dobrodziejka, moja narzeczona i ja...
— Czy tak?...
— Robimy wyprawę. Moje panie miały zamiar złożyć dziś wizytę szanownej pani, ale że właśnie musimy być wszyscy na obiedzie u państwa Korkowiczów...
— Korkowiczów?...
— Tak — prawił Miętlewicz — bo to ja zorganizowałem panu Korkowiczowi sprzedaż jego piwa na całej naszej kolei, zatem...
— Ach, tak... A cóż więcej w Iksinowie?