„Ada...” — przebiegło jej przez głowę.
Z biciem serca weszła do swego pokoju i zastała — pannę Howard, która na widok Madzi zerwawszy się z krzesła, szeroko otworzyła ramiona. Była podobna do krzyża przy drodze.
— Witam!... — zawołała panna Howard — witam podwójną bohaterkę...
Potem schwyciwszy Madzię w objęcia mówiła z wybuchem zapału:
— Uwielbiam cię, panno Magdaleno... — Jednym zamachem zdeptałaś magnata i — mężczyznę... Tak, gdyby wszystkie kobiety postępowały w podobny sposób, sprowadziłybyśmy mężczyzn do właściwego poziomu... Zarozumiałe zwierzęta!... Twój piękny czyn godny jest demokratki i kobiety samodzielnej...
Następnie uspokoiwszy się panna Howard opowiedziała Madzi, że Solski po jej odmowie wpadł w taką wściekłość, że zabił swego psa.
— Zabił Cezara? — powtórzyła Madzia blednąc. — Skąd pani wie o tym?...
— Był u mnie wczoraj plenipotent Solskiego... wie pani... Bardzo przyjemny człowiek, w średnim wieku...
— On ma trochę nogi... — wtrąciła Madzia.
— Tak — przerwała panna Howard — ma nieco... ekscentryczne nogi, ale — bardzo miły człowiek... Przyniósł dla naszego towarzystwa miesięczną składkę panny Solskiej, sto rubli...