— Najniższe uszanowanie!... — odezwał się w tej chwili głos donośny i słodki.

To pan Zgierski przebiegł około nich uśmiechnięty, okrągły, z kapeluszem w ręku.

Pan Kazimierz ponuro obejrzał się za nim.

— Jestem pewien — rzekł — że śledzi nas ten jegomość...

— W jakim celu? — odparła Madzia wzruszając ramionami.

— On lubi wszystko wiedzieć, bo to przynosi procent.

— Ha, niech wie...

Wyszli z ogrodu. Pan Kazimierz jeszcze wylewał z siebie fonntannę pesymizmu, wreszcie stanąwszy przed domem Madzi pożegnał ją.

— Czy mogę odwiedzić panią czasem?... — zapytał.

— Proszę... — odpowiedziała Madzia.